poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozglądam się dookoła i co widzę?
wygląda na to, że cały świat trochę wariuje
I wiem, że to niedorzeczne ,że zwariowali wszyscy oprócz mnie
Więc zgaduję, że poprostu trochę wariuję
-"Crazy", The John Butler Trio




W pierwszym momencie, gdy na niego spojrzałem, zdecydowałem że go lubię. To musiało coś znaczyć, bo raczej nikogo nie lubię. Nie mogę sobie pozwolić na polubienie albo zaufanie komuś. Już nie.


Wślizgnął się pewnego poranka, z zawieszoną głową, oczami wpatrzonymi w ziemię, ze spietymi ramionami, ogólnie starając się nie zwracac na siebie uwagi. Widziałem jak pojawił się w drzwiach i szybko usiadł na krześle, które wskazała mu Magda. Nie rozejrzał się dookoła, nie wydał żadnego odgłosu, nic nie powiedział. Poprostu siedział tam, tak prosto jak tylko mógł, w zapadających się poduszkach biało niebieskiego fotela w paski. Zacisnął swoje ręce i  ułożył je ostrożnie na udach, z kciukami ku górze. Chwilę później je rozłożył i jedna z nich powędrowała do jego ust, gdzie zaczął obgryzać swoje paznokcie. Później, jakby zauważył stopień swojego nawyku, odsunął palce od ust i ponownie złożył ręce na udach. Następnie zaczął nerwowo bawić się swoimi kciukami. Mój wzrok powędrował z jego dłoni na twarz. Boże, jaki on był młody. Za młody by być w miejscu takim jak to. Musi być naprawdę popieprzony. 

Jego twarz była blada, jakby w blasku księżyca. Obróciłem głowę by zobaczyć jego oczy. Jego twarz może wyglądała jak blask księżyca, ale w jego oczach zdecydowanie nie było gwiazd. Były piwne. Nie widziałem ich, ale nie musiałem ich widzieć. Poprostu wiedziałem. Miał w sobie coś z "biednego dzieciaczka" ale, na jego korzyść, nie wykorzystywał tego. Podczas moich pierwszych dni, zabiłbym za spojrzenie "biednej ofiary".

Przez pomieszczenie przebiegły salwy śmiechu, a on podskoczył. Wystraszony, ostrożnie rozejrzał się, by zobaczyć wszystkich skupionych a głupim telewizorze. Szybko obejrzał cały pokój, myśląc że wszyscy oglądają program. Ale nie ja. Ja ciągle go obserwowałem. Skupiłem się na jego ustach. Od razu zauważyłem że jego usta były dotknięte przez drugą osobę i były zawiedzione. Ale na jego twarzy nie było widadć miłości. Nie było żadnych śladów po tym, kto go całował, ani w jego oczach, ustach czy też duszy. Ukrył to wspomnienie głeboko i bardzo mnie to rozdrażniło. Jeśli ludzie chowają wspomnienia, potem muszą ich szukać. Nic nie szkodzi jeśli je utracą, zapodzieją, albo pozostawią w innym miejscu, bo wciąż mogą się na nie natknąć.


Tak jak z pierwszym pocałunkiem. Jeśli to było dobre wspomnienie, nie chowaj go - odłóż je na miejsce. Jeśli je schowasz, już nigdy go nie zobaczysz. Jeśli jednkak zapomnisz o nim albo je utracisz, nigdy nie wiesz kiedy może wrócić. Nigdy nie wiesz kiedy pojawi się przed twoimi oczyma i mile cie zaskoczy. Jeśli jednak był to zły pocaunek, starasz się zapomnieć i utracić wspomnienie żeby już nigdy się na nie nie natknąć. Prawdę mówiąc to trochę przykre, gdy ludzie zapominają utracić wspomnienie i są dręczeni do końca ich życia. Ale mózg nie działa jak system plików, lub wielki tunel w dwoma wyjściami "zatrzymaj" i "wyrzuć". Fizycznie nie da się uporządkować wspomnień; tak naprawdę nie możesz zdecydować, które utracisz na zawsze , a które zwyczajnie zapodziejesz. Jestem jedyny, który to wie i naturalnie wiem jak to się robi. Jeśli jestem naprawdę znudzony i Jaspera nie ma w pobliżu, przeglądam wspomnienia z ostatniego tygodnia, i je porządkuję, ale w większości po prostu je wyrzucam. 

To nic wielkiego jak już rozgryziesz zagadkę. Chociaż założę się, że jeżeli ktoś inny by tego dokonał, byłoby to przełomowe. Wyobraź sobie możliwość usunięcia wspomnienia z tragicznego wypadku z dzieciństwa, albo możliwość zapomnienia wszystkich śmierci, których byłeś świadkiem. Pomyśl ile dał by za to lekarz albo kierowca karetki.

Więc tak działają wspomnienia. Nie pytaj skąd to wiem - po prostu wiem. I teraz ty też wiesz, więc jeśli dowiem się o przełomowym odkryciu na temat pamięci, będę wiedział. Nawet zrozumiem że mnie pod tym nie podpiszesz. W końcu jestem tylko nastolatkiem, a to nie robi wrażenia, prawda?


Wracając do nowego dzieciaka. Zaczął wpatrywać się w program zamiast swoje kolana. Nienawidzę tego telewizora. Czy nikt nie widzi jak łatwo to pudło zabija szare koórki? Zdenerwowany zazgrzytałem zębami, na tyle głośno że Ben się odwrócił.


"To nie jest dobry pomysł, prawda?" powiedział denerwująco spokojnym, rozkazującym tonem.


Znacząco przewrócilem oczami i przestałem zgrzytać zębami. Nie chiałem tu być. Nienawidziłem czasu przeznaczonego na telewizję. Myślą że wszyscy jesteśmy tak bardzo zainteresowani kto wygra Idola. Kogo to obchodzi? Połowa z nich i tak nie potrafi śpiewać. Stawiam na tę laskę i nawet nie muszę oglądać programu. Ona wygra, wiem to. Poprawiłem się na krześle tak, że teraz mój tył spoczywał na jednym oparciu, a przez drugą przerzuciłem swoje nogi. Kolejna salwa śmiechu przeszła przez pomieszczenie, więc spojrzałem na ekran, zastanawiając się co ich tak śmieszy w Idolu. Tylko że to nie Idol, a jakiś gówniany serial. Cholera! Szybko! Muszę skupić na czymś wzrok zanim za dużo tej głupoty wpełźnie do mojego mózgu. Ktoś musiał zmienić kanał, bo jak o tym pomyśleć, to nie pamiętam odgłosów Idola na dzisiejszej sesji. Musiałem coś przeoczyć. Jak mogłem pozwolić by tak małe spostrzerzenie przemknęło koło mnie? Oh, tak, to przybycie nowego dziciaka. Tego z niechlujnie wystylizowanymi, czarnymi włosami. 

Wciąż mogłem wyczuć żel którego używał. Tak, oczywiście, że umył włosy zanim tu się znalazł, ale jak już mówiłem, wiem pewne rzeczy. I wiem że żelował swoje włosy.

Usłyszałem kliknięcie, które w rzeczywistości było ciche, ale dla moich uszu było naprawdę głośnie ponieważ czekałem na nie cały dzień. Telewizor jest wyłączony! Alleluja!


"Czas na lunch!" powiedziała Magda, przesadnie radosnym tonem, ponaglając nas.

Ziewnąłem i specjalnie guzdrałem się ze ściągnięciem moich nóg z oparcia fotela. Miałem beznadziejną nadzieję że Ben na mnie nie czekał. Jednak, nie czekał na mnie tylko na nowego, małego, czarnowłosego dzieciaka, który siedział starając się wyglądać jak najbardziej nie podejrzanie jak to możliwe. Ben zaoferowal pomoc w zejściu z fotela i wyciągnął do niego rękę. Czarnowłosy dzieciak na swoim przykładzie dowiedział się jak ciężko jest wyjść z poduszek tego fotela. On cię wciąga, zasysa twój tyłek do środka. Zachichotałem gdy złapał za ramię fotela i próbował się wyciągnąć.

"Pozwól mi pomóc. Czy mogę dotknąć twojego ramienia?" Ben spytał ostrożnie, z ręką ciągle wysuniętą, całkiem blisko chłopca.


Dzieciak gwałtownie potrząsną głową i objął swoje ręce, przerażony, trzymając je blisko swojego ciała, patrząc na Bena jakby go torturował. Ben nagle uniósł swoje dłonie, pokazując że nie chce się siłować.


Unisłem brew i minąłem Bena w drodze do drzwi. Zatrzymałem się, tyłem do nich i powoli potrząsnąłem swoją głową. Odwróciłem się z uśmieszkiem.


"Co cie tak rozbawiło, Gerard?" Ben warknął, patrząc na dzieciaka i wyglądając na pokonanego.


Podniosłem palec, na znak, by byli cierpliwi ,a potem zacząłem powoli odwiązywać mój krawat. Powoli, mechanicznie i ostrożnie rozwiązałem go, woląc powtórzyć każdy krok ,żeby go nie poluzować. Zdjąłem go z szyi i potrząsnąłem nim przed fotelem dzieciaka. Tak dokładnie mnie przestudiował, że jestem trochę urażony.. Gdybym z niego kpił, wiedział by o tym, nie miał by problemu z rozczytaniem mnie. W końcu zdecydował, że moje intencje były czyste, czy coś tam; w końcu złapał za pętelkę krawatu którą mu podawałem. Jednym szybkim ruchem, postawiłem go na nogi. Chwiał się przez chwilę, ale nie ruszyłem się żeby mu pomóc. Nie chiał żeby ktokolwiek go dotykał. Musiałem to uszanować. Gdyby upadł i rozbił swoja głowę, nie dotknął bym go. Jeśli prośił żeby go nie dotykać, nie dotknę go. To nie jest takie trudne do zrozumienia.


Gdy w końcu znalazł się poza fotelem, zrobił się cały czerwony. Puściłem krawat i pozostał on luźno w jego dłoniach. Zwinął go i wyciągnął w moją stronę. Potrząsnąłem głową i ruszyłem na lunch. Pomimo wszystko, byłem głodny.

4 komentarze:

  1. Więc moje marzenia się spełniają i mam szansę czytania tego dzieła w miarę zrozumiałym dla mnie języku. Uh, wielkie dzięki za fatygę w sprawie tła i tym podobne, z niecierpliwością czekam na kolejną część. Podoba mi się to, bohaterowie są tacy magiczni, tacy, jakich uwielbiam. To jest wspaniałe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesze się, że zdecydowałaś się podjąć tłumaczenia tego opowiadania. Mam nadzieje, że uda Ci się wytrwać do końca. Chęci ;)
    xoxo Lie

    OdpowiedzUsuń